Obserwuj bloga

czwartek, 21 stycznia 2016

Golden Rose Velvet Matte lipstick - recenzja

Pomadki Velvet Matte biją rekordy popularności. Wszyscy się nimi zachwycają i rozpływają się nad ich zaletami. Skuszona pozytywnymi recenzjami, postanowiłam ją kupić. Znalazłam sklep, w którym je sprzedają stacjonarnie u mnie w mieście (bo nie chciało mi się zamawiać on-line czegoś za 10 zł i płacić za przesyłkę). Wybrałam sobie różowy kolor (09).


Opakowanie:
Kiedy wzięłam pomadkę do ręki, byłam rozczarowana jej opakowaniem. Na zdjęciach i w filmichach wyglądało bardzo ekskluzywnie i z jednej strony tak wygląda, a z drugiej ten plastik jest jakiś taki lekki i jakby tani. Nie uważam, że za 10 zł można cudów oczekiwać, ale jakoś tak się rozczarowałam, gdy wzięłam szpinkę do ręki.

Aplikacja:
Produkt nakłada się równomiernie, Szminka gładko sunie po ustach. Można zatem uznać, że aplikacja jest wygodna. Ścięta końcówka ułatwia dokładne obrysowanie ust.

Działanie:
Szminka dośc wysusza usta, zatem trzeba wcześniej je dobrze nawilżyć, jesli nie chce się mieć podkreślonej każdej, nawet minimalnej suchej skórki. Pozostawia uczucie ściągnięcia ust i mocną ją na nich czuć. Przy próbie zjedzenia czegoś lub wypicia mocno schodzi (a podobno miała być długotrwała). Zasadniczo bez jedzenia i picia tez nie trzyma się jakoś rewelacyjnie. Schodzi dość ładnie i równomiernie (od środka do zewnątrz, a nie plackami w różnych miejscach). 

Podsumowując, nie jestem zachwycona tą szminką i na pewno nie sięgnę po jej inne kolory. Niewątpliwym plusem jest przyjemny smak oraz duża pigmentacja - wystarczy jedno pociągnięcie, żeby uzyskać zadowalający efekt.

wtorek, 5 stycznia 2016

Wykończeni nr 1/2016

Właściwie są to kosmetyki skończone jeszcze w 2015 roku, ale takie małe oszustwo nie zaszkodzi. :)
Zaczynajmy.

Odżywka do włosów Isana Oil Care




Bardzo przyzwoita odżywka, w rozsądnej cenie. Włosy wyglądały po niej dobrze, były gładkie i lśniące.

Ałun


Całkiem fajny, naturalny dezedorant. Chociaż po jakimś czasie jakby przestał na mnie działać. Z jego aplikacją było trochę zabawy, ale nie można mieć wszystkiego. Na długo starczył (chyba na rok) i był niedrogi (18zł). Może kiedyś do niego wrócę.

Płyn do kąpieli Lemon Pie



Był taki sobie. Zapach był średni, piana nie utrzymywała się za bardzo. Nic szczególnego.

Maść ichtiolowa


W sumie została użyta kilka razy i się przeterminowała. Śmierdziała, barwiła wszystko i nic więcej na jej temat nie pamiętam.  była tania (poniżej 5 zł).

Odżywka do włosów Balea mango i aloes


Bardzo lubię odżywki firmy Balea. Są wydajne, ładnie pachną, ułatwiają rozczesywanie włosów, pozostawiają je gładkie i lśniące. A do tego kosztują 65 Eurocentów. Niestety, w Polskiej drogerii ich nie dostaniemy. Ja zawsze jak jestem w Niemczech, to robie sobie zapas.

Henna Khadi


Henna to naturalny środek barwiący włosy, dlatego postanowiłam wypróbować. Kolor wyszedł bardzo ładny i niepotwarzalny, włosy zafarbowały się równomiernie. Aplikacja była dość upierdliwa (najpierw trzeba było rozrobić proszek z sokiem z cytryny i odstawić na noc, następnie nałożyc papke na jakieś 4 godziny na włosy), ale warto było. Obawiałam się nakładać to na włosy, bo papka była zielona i to taka zgniło. Na szczęście kolor włosów był inny.:)

Olejek łopianowy


Nie zauważyłam żadnego wpływu na włosy, na pewno do niego nie wrócę.

Olej rycynowy


Nie polubiliśmy się z tym olejkiem. Ma dziwny zapach i jest strasznie lepki i gęsty. Musiałam go mieszać z innymi olejami, żeby się dobrze rozprowadzał, przez co nie potrafie ocenić jego solowego działania.

Puder ryżowy - Mariza


Bardzo dobry puder, ładnie matowił twarz, nie bielił jej. Mat długo się utrzymywał. Puder był wydajny i niedrogi (ponieżej 20 zł). Jedyna uwaga dotyczy opakowania, nie było zbyt wygodne, ale dało się przeżyć.

Eyeliner Essence


Bardzo dobry produkt. Gładki i kremowy, solidnie czarny i trwały. Do tego cena, jak widać bardzo atrakcyjna.:)

Suchy szampon


Szampon dobrze odświeżał włosy, dość mocno je bielił, ale dało się go wyczesać. Kupiłam go w Biedronce (ale ostatnio nie mogę go znaleźć, czyżby został wycofany?) w bardzo atrakcyjnej cenie. Jedyny minus to opakowanie, które po jednokrotnym naciśnięciu samo psikało przez kilka sekund. I takie coś zdarzyło się w przypadku kilku opakowań, więc raczej to nie było jedyne felerne (chyba, że trafiam na same pechowe opakowania).

Odżywka Gliss Kur


Te odżywki do włosów bardzo lubię. Może nie dają spektakularnych efektów, ale pomagają rozczesać włosy i przyjemnie pachną. Raz na jakiś cza do nich wracam.

Płyn do higieny intymnej


Jak widać, zużyłam aż dwa (nie, nie piję ich). Nie będę się powtarzać za bardzo, powiem tylko, ze są super, mają przyjazny skład i atrakcyjną cenę, a umyć można nimi wszystko, wliczając w to włosy.

Krople do oczu


Produkt, który mi się zmarnował. Miałam szczere chęci go uzywać, ale jestem sierotą i nie mogę znieść gmerania przy oczach. Każde zakraplanie oczu kończyło się załzawieniem, zapłakaniem i ogólną tragedią. A że krople te mają tylko 3 tygodnie ważności, to większość się zmarnowała. 

Dezodorant Dove


Nic wybitnego, ale i nic złego. Ot, zwykły dezodorant.


Próbka perfum Just Cavali


Zapach taki sobie, nie kupiłabym pełnowymiarowego opakowania.


Błyszczyk do ust Wibo z papryczką chili



Błyszczyk, który bardzo przypadł mi do gustu. To okolejne opakowanie, które zużyłam. Miał ładny kolor (numeru nie podam, bo się starł - różowy) i wygodny aplikator. Bardzo ładnie pachniał i wywoływał lekkie mrowienie ust (rzecz jasna ich nie powiększał). Do tego cena była niska (poniżej 10 zł).

Eyeliner Be a bombshell


Eyeliner, który rzekomo jest dośc drogi (o ile dobrze pamiętam około 65 zł), a jego jakość jest skandaliczna. Dałam mu kilka szans, ale ostatecznie wylądował w koszu na śmieci. Ciężko się nim malowało (gruby aplikator), do tego był jakiś taki suchy, kolor nie był czarny, tylko jakiś taki szarawy. Podsumowując, jestem zdecydowanie na nie. Dodam, że znalazłam go w jakimś boksie kosmetycznym. Gdybym kupiła go sama, byłabym na siebie zła.

Krem nawilżający Rilastil


Kolejny drogi produkt, który mnie rozczarował. Ponownie się cieszę, że go dostałam, a nie kupiłam. Średnio nawilżał i dziwnie pachniał. Skończyłam go, ale bez przyjemności (wybaczcie jakość zdjęcia, ale ciężko było uchwycić pogniecioną tubkę).

Ekstrakt z aloesu


O tym produkcie nic nie powiem, bo sama nie wiem co bym powiedzieć mogła. Dodawałam go do maseczek do włosów, a czasem robiłam płukankę (po dodaniu wody).

Krem przeciwsłoneczny 50+ Iwostin



Krem z wysokim filtrem, którego używaliśmy razem z moim synem latem (tak, po lewej widoczne są ślady małych zębów). Dobrze się sprawdzał. Nikt nie doznał oparzeń słonecznych, a skóra mocno się nie świeciła. Nie potrafię stwierdzić czy nadaje się pod makijaż, bo zazwczaj w czasie spaceru makijażu nie miałam.

Krem uwiwersalny Oriflame


Ten krem naprawdę bardzo lubię i często do niego wracam. Bardzo dobrze nawilża i koi przesuszoną skórę. Niestety śmierdzi (ale wiem, że Oriflame wypuszcza wersje zapachowe, jedną nabyłam, ale jeszcze nie testowałam). Mogliby popracować nad opakowaniem, bo ciężko się do niego dobrać, szczególnie gdy ma się długie paznokcie.

Płyn micelarny do demakijażu Yoskine


Ostatnio pokochałam płyny micelarne. I jak już się maluję i usuwam makiaż, to tylko takimi płynami. Ten sprawdzał się bardzo dobrze. Nie robił nic złego, a makijaż zmywał.

Olej ze słodkich migdałów


Bardzo uniwersalny olej, którego używałam zarówno do masażu, jak i do włosów. A czasem zamiast kremu nawilżającego. Opakowanie i aplikacja marna (widać w jakim opakowanie jest stanie), ale widziałam, że firma nad tym popracowała i teraz oleje są w opakowaniach z pompką.


I to by było na tyle. Ale się postarałam (pisanie tego posta zajęło mi wolne chwile trzech dni, a zużywanie kosmetyków oczywiście zdecydowanie więcej).












Balsam do ust Balmi - recenzja

Witajcie,
dawno nie było żadnej recenzji (dobra, nie ma co się oszukiwać, dawno nie było niczego). Zatem recenzja balsamu do ust jest równie dobra, co każdy inny temat, 

Balsamy Balmi są bardzo popularne. Po przetestowaniu go, sama nie wiem dlaczego. Zacznijmy od tego, że są dość drogie, bo za 7 g płacimy ponad 20 zł. Do tego dochodzi koszt przesyłki, bo balsamy te są niedostępne stacjonarnie. Przejdźmy może do mojej opini na temat tego malucha.

Opakowanie:
Byłby to strzał w dziesiątkę (poręczne, urocze, przyjemne w dotyku, z zawieszką, która można zaczepić w torebce, przy kluczach czy gdzie kto zechce i można by było zapomnieć o grzebaniu w torebce w poszukiwaniu zagubionego balsamu). Niestety strzał okazał się chybiony, ponieważ ząbki w zakrętce powyłamywały się po kilku uzyciach, przez co możemy zapomnieć o zabieraniu go ze sobą gdziekolwiek, bo otworzy się i narobi gnoju :)

Aplikacja:
Początkowo była bardzo przyjemna i wygodna (w opakowaniu uformowany był stożek, za pomocą którego nakładało się balsam jednocześnie na górną i dolną wargę). Po "stępieniu się" stożka aplikacja jest utrudniona i nie tak wygodna. A im balsam bardziej płaski, tym ciężej się go używa. Niedługo będę musiała grzebać w nim palcem, żeby cokolwiek wydostać. Do tego zapach jest dość sztuczny (ja mam wersję truskawkową).

Działanie:
No coż...I w tej części mam kilka uwag. Pozostawia taką sztuczną, lepką warstwę, jednak ona nie nawilża skóry, tylko ją oblepia.

Podsumowując, zadowolona zniego nie jestem. Jednak mam, to używam i zużyję do końca, Dodam tylko, że ja mojego balsamu nie kupiłam (chyba żal by mi było wydać tyle na balsam do ust), znalazłam go kiedyś w ShinyBoksie.


Żel arnikowy - cudowny lek na pajączki?

Po dwóch ciążach na jeden nodze zrobiły mi się nieestetyczne pajączki.Może nie było one jakieś szczególnie duże i szpecące, ale wystarczające, aby pogarszać moje samopoczucie. Szczerze powiedziawszy, zamierzałam je usunąć w gabinecie medycyny estetycznej, ale póki byłam w ciąży, karmiłam piersią,ponownie byłam w ciąży i nadal karmię piersią, nie powinnam tego robić, więc pajączki sobie były i szpeciły...

Skąd pomysł na użycie żelu arnikowego? Mój syn upuścił sobie puszkę na stopę, co skończyło się czarnym paznokciem, opuchlizną, itp. Wysłałam męża po jakąś maść/ żel na stłuczenia dla dzieci. Ze względu na wiek dziecka, Pani w aptece poleciła żel arnikowy. Kosztował pomiędzy 10 a 20 zł (dokładnie nie pamiętam) za 50 ml. Oczywiście żelu bardzo dużo zostało, pomyślałam, że co mi szkodzi, posmaruję sobie nim pajączki (wg producenta żel zmniejsza zaczerwienieia skóry i skłonność do pękania naczynek, nadaje się także pod oczy). 

Efekty? Powiem wam, że jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Po około miesiącu stosowania, pajączki zdecydowanie się zmniejszyły i pojaśniały. Nie znikły całkowicie, ale to i tak więcej, niż się spodziewałam. :)  Gdybym nie miała obecnie otwartego kremu pod oczy, przetestowałabym ten  żel także w tej roli. 

A Wy, stosowałyście kiedyś żel arnikowy?

wtorek, 15 grudnia 2015

Biedny porzucony blog....

Na moim blogu od jakiegoś czasu panuje głucha cisza. Skąd taki stan rzeczy?

Nie, blogowanie mi się nie znudziło. Dalej robię zdjęcia wszystkiego, co by się do posta nadawało z wielkim zamiłowaniem. Niestety, z czasem na pisanie postów i przygotowanie zdjęć do publikacji jest już trochę gorzej. Dlaczego?

Jakiś czas temu urodziłam drugie dziecko. Pierwsze nie ma nawet dwóch lat, więc możecie sobie wyobrazić, co się w moim domu dzieje. W wielkim skrócie: Sodoma i Gomora :)

Zatem aby mieszkanie nie zgniło, a dzieci się nie pozabijały, z czegoś muszę zrezygnować. Tym czymś niestety jest pisanie postów (oczywiście między innymi).

Jak tylko czas mi pozwoli, na pewno do blogowania powrócę.



piątek, 21 sierpnia 2015

Wykończeni nr 5/2015

Dawno nie było żadnego posta, tym bardziej kosmetycznego, dlatego pomyslałam, że opiszę kolejną partię wykończonych kosmetyków.

Cienie do powiek Model Co



W gruncie rzeczy nie udało mi się ich skończyć, bo się straszliwie pokruszyły (stąd takie, a nie inne zdjęcie). Muszę jednak przyznać, że ulżyło mi gdy uległy zniszczeniu (a nie traktowałam ich źle, nigdy mi nie upadły, nic z tych rzeczy), ponieważ były fatalne. Źle się rozprowadzały i brzydko wyglądały na powiekach. 

Maska do włosów Isany

Bardzo przyzwoity produkt w rozsądnej cenie. Włosy po niej wyglądały dobrze, łatwo się je rozczesywało i nie były poplątane. Pewnie bym do niej wróciła, gdyby na rynku nie było tylu produktów do przetestowania. Dodam tylko, że używałam jej jak odżywki, czyli nakładałam na chwilę na umyte włosy, po czym spłukiwałam.

Maska do włosów Kallos Keratin


Bardzo fajna maska. Starcza na bardzo długo (pewnie dlatego, że opakowanie ma litr pojemności). Do tego kosztuje tylko 10 zł. Włosy po jej użyciu wyglądają dobrze, nie plączą się i są przyjemne w dotyku. Może nie jest jakaś szałowa, ale daje radę.

Krem do stóp Clarena


Miałam sporą miniaturkę i zuzyłam ją bez szczególnego entuzjazmu. Ten krem przyjemnie pachniał, ale nie dawał spektakularnych efektów. Nic wyjątkowego, na pewno do niego nie wrócę.

Krem do twarzy Nivea Soft


Przyjemnie pachniał, nie podrażniał skóry, przyzoicie nawilżał i szybko się wchłaniał. W sumie nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba. Choć przyznam się w sekrecie, że w większości został zużyty przez mojego męża, który się do niego dobrał.

Krochmal do kąpieli


Kilka próbek wykorzystanych do kąpieli mojego malucha, gdy miał jakieś odparzenia. Sprawdził się dobrze i przyspieszał gojenie się.

Lakier do paznokci Lovely



Straszliwy bubel. Niemiłosiernie się smużył. Ładne pomalowanie nim paznokci graniczyło z cudem. Dostał kilka szans i niestety wylądował w śmietniku (choć sporo go jeszcze zostało w butelce).

Tusz do rzęs Volume Booster


Kolejny bubel. Więcej o nim pisałam tutaj, więc nie będę się powtarzać.

Rozmarynowy Twist (mydło do włosów)


Teoretycznie przeznaczone dla mężczyzn i kupione z myślą o moim mężu, który jak usłyszał, że kupiłam mu mydło do włosów stwierdził, że mydło jest do mycia się, a do włosów to jest szampon. Przy takim podejściu dałam sobie spokój z namawianiem go do mycia włosów mydłem i postanowiłam zużyć je do mycia moich włosów. Bardzo naturalny skład zachęcał. Mydło okazało się naprawdę przyzwoite. Oczywiście platało włosy i zostawiało je lekko szorstkie w dotyku, ale odżywka błyskawicznie to naprawiała. Jestem zatem na tak. 

Odżywcze mydło do włosów Sesa


O ile poprzednie mydło do włosów zdało egzamin, o tyle to sobie z nim zupełnie nie poradziło. Nie odzywiało włosów w żaden sposób, za to plątało je i pozostawiało strasznie nieprzyjemne w dotyku. Nawet odżywka nie była tu w stanie pomóc. Do tego pachniało nieprzyjemnie. Strasznie się z nim męczyłam. Nigdy więcej.

Odżywka do włosów Balea


Bardzo lubię te niemieckie odżywki za skład, cenę, zapach i działanie. Niestety są niedostępne w Polsce (w sumie są, ale trzeba się ich naszukać i zapłacić odpowiednio więcej). 

Odżywka jajeczna do włosów Z Apteczki Babuni


Produkt, który nie zachwyca. Nie robi nic szczególnego, do tego jest bardzo rzadki, przez co niewydajny. Fatalny też nie był. W sumie taka zwykła, przeciętna odżywka, do której na pewno nie wrócę.

Solny peeling do ciała Organique


Produkt, który polubiłam, ponieważ dobrze peelingował skórę i pozostawiał ja przyjemnie nawilżoną (dzięki zawartości naturalnych olejków). Dużym plusem był naturalny skład. Nie wrócę jednak do niego, ponieważ jego cena jest zdecydowanie zbyt wysoka (podobnej jakości peeling mogę sobie zrobić sama za ułamek ceny rynkowej tego).

Dezodorant Rexona 


Nie stał się moim ulubionym dezodorantem, ale nie był też taki najgorszy. Ładnie się rozporwadzał i nie zostawiał śladów na skórze i ubraniach. Jednak nie chronił jakoś rewelacyjnie (pewnie dlatego, że ja się pocę dość mocno).

Suchy szampon Hair Up


Dobrze się sprawdzał, ładnie odświeżał włosy i przyjemnie pachniał. Do tego był tani. Jednak opakowanie się zacinało i ciężko było go wydobyć (być może tylko ja miałam takie trefne).


Sudocrem

Kolejne pokazywane przeze mnie opakowanie. Nie będę się zatem rozpisywać. Powiem tylko, że doskonale sobie radzi z podrażnieniami i odparzeniami. A opakowanie tradycyjnie obryzione przez pewną małą myszkę. :)

Szampon do włosów Garnier


Zwykły szampon zawierający bardzo silne detergenty. Używam takiego raz na jakiś czas do mocniejszego oczyszczenia włosów. Dobrze sobie z tym radził. Nie poprawiał w żaden sposób kondycji włosów, ale też jej nie pogarszał.

Talk farmaceutyczny


Pokazuję go, ponieważ ma wiele zastosowań. Używany zarówno do depilacji woskiem, jako zamiennik suchego szamponu, jak i jako środek chroniący przed otarciami.

Tonik do demakijażu twarzy Rival de Loop


Bardzo się nie polubiliśmy. Niby zmywał makijaż twarzy i nic złego jej nie robił, ale jakoś tak dziwnie się pienił i ogólnie nie przypadł mi do gustu.

Wcierka do włosów Radical


Nie zauważyłam, żeby ta wcierka robiła coś szczególnego. Opakowanie było bardzo niewygodne, a zapach średnio przyjemny.

Seboradin Lotion


Dla odmiany ta wcierka sprawdza się u mnie bardzo dobrze. Pobudza włosy do wzrostu i zmniejsza ich wypadanie. Co prawda dziwnie pachniał, ale dało się to przeżyć.

Nawilżajacy żel micelarny


Dobrze oczyszczał skórę twarzy i nie podrażniał jej. Niestety był mało wydajny. Jednak jego niska cena bardzo zachęca do zakupu.

Płyn do kąpieli dla niemowląt


Produkt naprawde godny polecenia. Delikatny, nie szczypie w oczy, nie podrażnia skóry. Do tego dobry skład i niska cena, czego chcieć więcej?


I to już wszystkie kosmetyki, które udało mi się skończyć. Zauważyłam, że większość była do włosów.